wtorek, 28 grudnia 2010

Przemyślenia w zamyśleniu

   Wtorek, dwudziesty ósmy grudzień, dwudziesta pięćdziesiąt sześć. 


   Czuję się przytłoczona ostatnimi zdarzeniami, jestem przemęczona. Od piętnastej z niewielkimi przerwami nie robię nic, oprócz siedzenia przy komputerze. Powtórka z wczoraj. Zawsze wszystko wydaje się piękne: ferie, wolne od szkoły. Ale nie jest takim. Znudzenie i przygnębienie znacznie daje po sobie znać. Kilka ostatnich nocy, nie włączając tej z wczoraj na dzisiaj, nie przespałam. Nie mam weny twórczej na pisanie, układam słowa, jakbym nigdy nie widziała słownika na oczy. I co gorsza, użalam się nad sobą. Poranek był całkiem niezły: zrobiłam mały porządek, odsapnęłam od komputera, a moje oczy cieszyły się odpoczynkiem. Cokolwiek zjadłam między śniadaniem, obiadem i kolacją, włącznie z tymi minutami, między którymi wlepiam gały w komputer, nie zostało zakodowane przeze mnie w pamięci, dlatego opis dnia nie będzie precyzyjny, a chwili nie opiszę, bo byłby to opis krótki i monotonny. Mam dość wszystkiego, muszę wytrzymać jeszcze godzinę i kilkanaście minut, żeby z kimkolwiek oprócz mojej siostry porozmawiać. Chcę znaleźć receptę na życie, ale nie jest to tak proste, jakim mogłoby się wydawać. Ktoś, kogo polubiłam, wiecznie mnie unika. Błądzę w myślach, mam ich za dużo. To, co chciałam napisać przed sekundą, po prostu wyleciało mi z głowy.


DŻEM: GORSZY DZIEŃ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz