Środa, dwudziesty dziewiąty grudnia, dwudziesta czterdzieści sześć.
Do końca roku pozostały dwa dni. Nie cieszę się na nie specjalnie, nadchodzący rok będzie zapewne tą samą historią, co ten. Może bez tak wielkiej ilości katastrof, choć wnerwianie Polski idzie cholernie do przodu. Skończyłam oglądać AVATAR, skusiłam się nawet na Na Wspólnej. Generalnie wybrzydzam w serialach, ale nudzi mi się tak bardzo, że nie wytrzymuję. Kolejny zepsuty dzień: może i nie obudziłam się lewą nogą, ale zmęczona i na wpół żywa. Zdążyłam nakrzyczeć na wszystkich, których miałam blisko siebie. Koszmar. Początkowymi planami mojej mamy były jutrzejsze zakupy w Sączu, później zmieniła Sącz na Kraków w piątek, co nawet mnie ucieszyło. Później Kraków przełożyła na jutro, a później okazało się, że nie pojedziemy nigdzie, oprócz małego miasteczka, kupimy buty narciarskie: taa, a w Sylwestra rano pojedziemy na wyciąg. Mam dość wszystkiego. Wiem, że nie kupię ani butów, ani kijków. Z powodu ostatniej śmierci na stoku spowodowanej zderzeniem się dwóch narciarzy, zapewne zjazd nie będzie kolorowy. Miejmy nadzieję, że nowy rok przyniesie ze sobą odrobinę weny twórczej i fantazji.
Marność poglądu
środa, 29 grudnia 2010
wtorek, 28 grudnia 2010
Przemyślenia w zamyśleniu
Wtorek, dwudziesty ósmy grudzień, dwudziesta pięćdziesiąt sześć.
Czuję się przytłoczona ostatnimi zdarzeniami, jestem przemęczona. Od piętnastej z niewielkimi przerwami nie robię nic, oprócz siedzenia przy komputerze. Powtórka z wczoraj. Zawsze wszystko wydaje się piękne: ferie, wolne od szkoły. Ale nie jest takim. Znudzenie i przygnębienie znacznie daje po sobie znać. Kilka ostatnich nocy, nie włączając tej z wczoraj na dzisiaj, nie przespałam. Nie mam weny twórczej na pisanie, układam słowa, jakbym nigdy nie widziała słownika na oczy. I co gorsza, użalam się nad sobą. Poranek był całkiem niezły: zrobiłam mały porządek, odsapnęłam od komputera, a moje oczy cieszyły się odpoczynkiem. Cokolwiek zjadłam między śniadaniem, obiadem i kolacją, włącznie z tymi minutami, między którymi wlepiam gały w komputer, nie zostało zakodowane przeze mnie w pamięci, dlatego opis dnia nie będzie precyzyjny, a chwili nie opiszę, bo byłby to opis krótki i monotonny. Mam dość wszystkiego, muszę wytrzymać jeszcze godzinę i kilkanaście minut, żeby z kimkolwiek oprócz mojej siostry porozmawiać. Chcę znaleźć receptę na życie, ale nie jest to tak proste, jakim mogłoby się wydawać. Ktoś, kogo polubiłam, wiecznie mnie unika. Błądzę w myślach, mam ich za dużo. To, co chciałam napisać przed sekundą, po prostu wyleciało mi z głowy.
DŻEM: GORSZY DZIEŃ
Czuję się przytłoczona ostatnimi zdarzeniami, jestem przemęczona. Od piętnastej z niewielkimi przerwami nie robię nic, oprócz siedzenia przy komputerze. Powtórka z wczoraj. Zawsze wszystko wydaje się piękne: ferie, wolne od szkoły. Ale nie jest takim. Znudzenie i przygnębienie znacznie daje po sobie znać. Kilka ostatnich nocy, nie włączając tej z wczoraj na dzisiaj, nie przespałam. Nie mam weny twórczej na pisanie, układam słowa, jakbym nigdy nie widziała słownika na oczy. I co gorsza, użalam się nad sobą. Poranek był całkiem niezły: zrobiłam mały porządek, odsapnęłam od komputera, a moje oczy cieszyły się odpoczynkiem. Cokolwiek zjadłam między śniadaniem, obiadem i kolacją, włącznie z tymi minutami, między którymi wlepiam gały w komputer, nie zostało zakodowane przeze mnie w pamięci, dlatego opis dnia nie będzie precyzyjny, a chwili nie opiszę, bo byłby to opis krótki i monotonny. Mam dość wszystkiego, muszę wytrzymać jeszcze godzinę i kilkanaście minut, żeby z kimkolwiek oprócz mojej siostry porozmawiać. Chcę znaleźć receptę na życie, ale nie jest to tak proste, jakim mogłoby się wydawać. Ktoś, kogo polubiłam, wiecznie mnie unika. Błądzę w myślach, mam ich za dużo. To, co chciałam napisać przed sekundą, po prostu wyleciało mi z głowy.
DŻEM: GORSZY DZIEŃ
Blog o mnie: blog dla mnie
Pierwsza myśl: mam zbyt mało poglądów w zanadrzu, a że nikt nie czyta tego bloga, zrobię coś dla siebie. Dzień, moment czy chwilę z mojego durnego życia będę opisywała już niedługo. Czasami trzeba gdzieś coś "wylać", niekoniecznie na papier. Internet daje mi poczucie, że mogę się jednak wyżalić komuś więcej niż kartce. Ale to nie istotne. Nie ryzykuję, gdyż nie zdradzam swojego nazwiska i nie przytaczam innych. Brnę w niewiadomą, ale to zawsze jakaś ucieczka, odskocznia. Do każdego opisu z mojego życia będę dodawała piosenkę, która wpadnie mi w ucho albo coś odzwierciedli. Miłego czytania, Internecie.
Oszukując samego siebie
Całkowite podejście do życia w sposób optymistyczny, czyli ciągła wiara w to, że będzie dobrze, że wszystko jakoś się ułoży, że się uda: jest niczym więcej jak wielkim gównem, oszustwem. Okłamując w ten sposób samego siebie, ratujemy się przed paniką, niepokojem, strachem czy stresem. Wpadamy w bezsens. Nie potrafimy odróżnić realizmu od kłamstwa, jakim są myśli nas jako optymistów. I zatracamy się całkiem w sobie, nie znając prawdy i nie uświadamiając sobie, jak okrutne może być życie. Często dochodzi do rozczarowania, bo to część świata nim kieruje: bo niektórzy ludzie są na domiar złego fałszywi. Człowiek boi się drogi, jaką maluje sobie będąc absolutnym realistą: a czy jest czego się bać? Czy życie błądzącego optymisty jest lepsze, niż życie nienaiwnego realisty?
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Kontrast: człowiek a chrześcijanin
Religia nie popiera związków "homo", co przynajmniej moim zdaniem jest całkowicie niedorzeczne. Wbrew wszystkim jej poglądom jest tworzenie związków nieodmiennej płci obu stron. Dlaczego? Bóg stworzył ich podobnie, jak stworzył nas, dał im miłość podobnie, jak nam dał miłość. Oni także potrafią kochać: nie są dziwadłami. Jako chrześcijanin rzekłbyś, że popierasz i zawsze będziesz popierał fakt, iż "ludzie homo nie mogą brać ślubu". Jednak patrząc na Ciebie, jako człowieka? Jesteś istotą pozbawioną tolerancji i empatii. Każdy ma prawo kochać. W tym wypadku, ludzie bezmyślnie pozbawiają miłości.
Świat pełen kłamstw i zagadek
Świat nie jest nieokreślenie nieskończony. Kończy się tam, gdzie się poddajemy. Gdzie wreszcie stwierdzamy, może z dumą, może z przekonaniem, że nie ma sensu droczyć się z ludźmi, których wcześniej się kochało i szukać drugiej połówki, którą tak czy siak kiedyś znienawidzimy. Świat kończy się tam, gdzie kończymy pisać pamiętnik, a wreszcie spoglądamy prawdzie w oczy i stwierdzamy może z dumą, może z przekonaniem, że jesteśmy realistami. Nieustannie pogrążamy się w tym samym. Zawieramy przyjaźnie, które okazują się fałszywymi. Nie zważając na nic, tylko na durny optymizm, liczymy na zbyt wiele. I to świat nas pogrąża. W kółko robimy to samo, drążąc w kółko te same rozmowy. Co to za świat, w którym nie można mieć nic do powiedzenia, bo nawet jedno małe gówno wyda się komuś zdradą czy kłamstwem?
Miniwstęp
Postanowiłam zrobić coś niezwykle bezinteresownie, bo interesu nie miałam w tym najmniejszego. Postanowiłam podzielić się z Wami poglądami, które wydają się odrębne, dziwnie znane, może godzą się z Waszymi. Ale niektórzy z Was nie mają bladego pojęcia o marności poglądu, dlatego twierdzą, że prowadzenie takiego bloga jest związane z jakimś konkretnym bzdetem. Po prostu przychodzi chwila, gdy człowiek znajduje się w ślepym zaułku, staje się częścią monotonnego świata pełnego nienawiści, kłamstw i skupiającego swoją niewiedzę na tak zwanym "uparciu się na coś". Jestem jedną z Was. Mam swój pogląd a jego marność wyrażam tutaj, gdzie nikt nie ma o nim zielonego pojęcia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)